Normalni ludzie jeszcze spali snem sprawiedliwych, gdy klasa IIB (w wersji prawie 100% żeńskiej) dokonała rzeczy niesłychanej – zebrała się punktualnie i wyruszyła na podbój Torunia.
Po dotarciu do miasta Kopernika od razu ruszyliśmy do zoo, bo priorytety mamy jasne. Największym przeżyciem okazało się oczywiście karmienie kóz – ulubionych zwierząt uczennic. Kozy były zachwycone, my też, zwłaszcza że niektóre koleżanki znalazły w nich bratnie dusze („Ona też ma takie same oczy jak ja rano!”).
Potem klasyczny program turystyczny: spacer po starówce, nawiedzenie Katedry i kościoła NMP. W planetarium było wyjątkowo interesująco. Mogliśmy zobaczyć wszechświat w pigułce i poznać zarys tajników astronomii.
Noc spędziliśmy w Zamku Bierzgłowskim. Spanie w murach krzyżackich ma to do siebie, że człowiek budzi się z nieodpartym pragnieniem podbicia Prus… albo przynajmniej zjedzenia drugiego śniadania. Krzyżackie śniadanie zresztą było tak konkretne, że połowa klasy przez chwilę myślała, że naprawdę wstąpiła do zakonu.
We wtorek znów ruszyliśmy do Torunia. Bulwar Filadelfijski przeszedł do historii jako miejsce, gdzie klasa II B maszerowała w tempie „albo zdążymy na pierniki, albo umrzemy”. W Żywym Muzeum Piernika zostaliśmy oficjalnie terminatorami piekarnictwa. Wyrabianie ciasta, wycinanie, dekorowanie, wszystko wychodziło nam prawie idealnie.
Potem był kościół św. Jakuba i dłuższa niż zwykle modlitwa przy ołtarzu św. Walentego. Niektórzy modlili się tak żarliwie, że aż trzeba było sprawdzać, czy nie zostawiają tam podania o chłopaka na piśmie.
Później Centrum Chemii w Małej Skali – tu już było groźnie. Doświadczenia, reakcje, a na deser program przygotowujący do matury. Po tym wszystkim część klasy chciała dobrowolnie zostać w muzeum, bo „tu przynajmniej wiadomo, co się dzieje”.
Wyczerpani, ale w dobrym humorze wróciliśmy na zamek. Czekało ognisko, kiełbaski i klasyczne „kto następny opowiada straszną historię”. Najstraszniejsza okazała się ta o tym, ile kroków mamy jeszcze do zrobienia.
Ostatniego dnia kaplica zamkowa i termy. Na termach wreszcie mogliśmy poleżeć i udawać, że jesteśmy dostojnymi szlachciankami, a nie grupą piernikowych terminatorów z 40 tysiącami kroków na liczniku.
Podsumowanie misji:
• Zdobyto wiedzę historyczną, astronomiczną, chemiczną i religijną (głównie w zakresie patrona zakochanych).
• Zjedzono ilość pierników zagrażającą zdrowiu publicznemu.
• Mieszkańcy stolicy majonezu wrócili ze stolicy piernika bogatsi o wspomnienia, nowe znajomości z kozami i lekkie poczucie, że Krzyżacy mieli jednak dobry pomysł z tymi murami.
Klasa II B – misja zakończona sukcesem.














